Powiedz czego szukasz?

mBank

Lepszy wróbel w garści, czy gołąb na dachu?

Bartłomiej Grelewicz
09.11.2023

„Trzeba było trzymać wszystko na lokacie! Na tych inwestycjach, nie dość że nie zarobiłem/łam, to jeszcze mam stratę!” Tę szalenie wnikliwą analizę sytuacji, usłyszeć można w banku za każdym razem, kiedy rynki finansowe notują gorszy okres. Przyjrzyjmy się więc bliżej, jakie plusy i minusy wiążą się z rezygnacją z inwestycji, na korzyść gotówki i czego można od tych dwóch skrajnych rozwiązań oczekiwać.

 

Na wstępie warto zaznaczyć, że w niniejszym artykule nie będziemy zajmować się rozważaniami nowicjusza, o tym czy warto przejść z depozytów do akcji lub obligacji. Dlaczego? Ponieważ prawda jest taka, że nie każdy powinien inwestować. Do tego potrzebne jest choćby minimum wiedzy i doświadczenia, bez którego nawet na rosnącym rynku da się ponieść stratę. Zamiast tego przyjmiemy więc perspektywę osoby, która ma już za sobą pierwsze kroki w inwestowaniu i zastanawia się nad likwidacją portfela, a następnie przejściem na depozyty.

 

Niewątpliwą zaletą lokat jest ich bezpieczeństwo. Pomijając ryzyko bankructwa banku (w przypadku sum powyżej limitu Bankowego Funduszu Gwarancyjnego), osiągnięcie nominalnego zysku jest pewne. Co natomiast z realną ochroną wartości pieniądza w czasie? Na wykresie poniżej prezentujemy jak kształtowała się różnica, między przeciętnym oprocentowaniem depozytów do 2 lat, oferowanym przez banki w Polsce, a inflacją CPI za kolejny rok.

 

Źródło: mBank, średnie oprocentowanie depozytów do 2 lat publikowane przez NBP, przesunięte rok wstecz, w stosunku do inflacji CPI publikowanej przez GUS

 

Jak widać, już od prawie 7 lat mamy do czynienia z sytuacją, w której lokaty albo z trudem pokrywają inflację, albo zdecydowanie nie dotrzymują jej kroku. Dane miesięczne wskazują, że w ciągu ostatniej dekady, po uwzględnieniu spadku siły nabywczej pieniądza, depozyty przynosiły oszczędzającym realną stratę przez 62% czasu. Jak dużą stratę? Gdyby pierwszą lokatę otworzyć w październiku 2013 r. i odnawiać je przez 10 lat, łączna realna strata, wyniosłaby 16%. W najgorszych miesiącach, utrata realnej wartości kapitału sięgała aż 18% w skali roku. Co ważne, powyższe obliczenia nie biorą pod uwagę podatku od zysków z lokat. Po jego uwzględnieniu, dane wyglądałyby jeszcze gorzej.

 

To, że akcje i obligacje zazwyczaj przynoszą w długim terminie wyższe stopy zwrotu od lokat, nie będzie dla nikogo zaskoczeniem. Jest to w końcu premia, którą inwestorzy otrzymują za ryzyko, które czasem potrafi być naprawdę wysokie. Jeśli dla tej samej minionej dekady, sprawdzimy jak radził sobie zdywersyfikowany portfel (składający się w z 60% z globalnych akcji i 40% obligacji), okaże się, że w najgorszych momentach realnie tracił aż 34% (tutaj również uwzględniamy inflację). Momentami posiadanie inwestycji zamiast depozytu, wiązało się więc z dwa razy bardziej dotkliwą utratą siły nabywczej kapitału.

 


Źródło: mBank, Bloomberg, GUS. Prezentowany portfel 60/40 składa się w 60% z akcji (36% USA, 18% Europy, 6% rynków wschodzących) oraz 40% obligacji (16% skarbowe globalne, 16% skarbowe polskie, 8% korporacyjne globalne).

 

Po dekadzie walki z inflacją, nasz hipotetyczny inwestor z przeszłości, kończy bitwę z tarczą, a nie jak w przypadku lokat – na tarczy. Portfel inwestycyjny przyniósł mu 32% realnego zysku. Co jednak bardziej zaskakujące, okazuje się że tylko przez 23% czasu, zyski z inwestycji nie były w stanie pokryć inflacji. W ponad ¾ przypadków, klasyczny portfel 60/40 z nawiązką nadrabiał utratę siły nabywczej.

 

Jakie z tego wnioski? Oprócz oczywistej konkluzji pt. „inwestycje w długim terminie zarabiają więcej od lokat, ale wiążą się z ryzykiem”, nasuwa się także drugie spostrzeżenie. Jeżeli celem inwestora jest ochrona przed inflacją, to wybór lokaty statystycznie nie kończył się sukcesem (wspomniane 62% przypadków realnej straty w ciągu minionej dekady, jeśli przyjąć roczny horyzont). Prosty portfel inwestycyjny dawał natomiast znacznie większą szansę na pobicie inflacji (77% przypadków z realnym zyskiem). Co bardzo istotne – istnieją okresy, kiedy wszystkie podstawowe rozwiązania finansowe (lokaty, akcje, obligacje) są daleko w tyle za inflacją. W takich momentach, zamiana przysłowiowego gołębia na dachu, na wróbla w garści, niewiele pomoże, a może odbić się czkawką w dłuższym terminie.

Polecane artykuły

01 Aktualności

Co z tymi obligacjami? Czyli przekaz medialny vs. rzeczywistość

Paweł Chylewski, CFA 1.10.2026 Większość czasu media finansowe poświęcają rynkowi akcji. To tutaj tematy są „sexy”, obligacje uchodzą za nudną część portfela. Ostatnie tygodnie zmieniły tę optykę – dużo się dzieje na rynku długu. A może dużo się dzieje w mediach, które zajmują się finansami? Może z braku innych tematów uwzięliśmy się na obligacje i […]

czytaj więcej

02 Trendy

Akcje na szczytach, obligacje pod presją

Marcin Chwedczuk, CFA 01.10.2026 Było już dobrze   Trzeci kwartał 2026 roku na globalnych rynkach finansowych udowodnił, że stabilność na szczytach potrafi mieć gorzki smak. Po dynamicznym odbiciu w drugim kwartale, kontynuacja wzrostów wymagała większej cierpliwości. Wakacyjne otoczenie rynkowe nie było ciepłe i pełne sielanki. Z porozumienia USA-Iran przeszliśmy do ponownej eskalacji. Gdy do gry […]

czytaj więcej

03 Uncategorized

Czy wysokie rentowności obligacji mogą zaszkodzić giełdzie?

Szymon Zajkowski, CFA 17.09.2026 W ostatnich tygodniach inwestorzy z niepokojem obserwują wzrost rentowności amerykańskich obligacji skarbowych. Dla wielu osób jest to sygnał ostrzegawczy dla rynku akcji. Pojawia się więc naturalne pytanie: czy rentowności amerykańskich obligacji na poziomach najwyższych od blisko 20 lat mogą wywołać większą korektę na giełdzie?  Choć powszechnie przyjmuje się, że wysokie rentowności […]

czytaj więcej